#fallout #falloutnewvegas…

#fallout #falloutnewvegas #gry #przemyslenia
Dlaczego Fallout: New Vegas jest dobrą grą i jak się o tym przekonałem.
Zacząć trzeba od tego, że swoje młode lata spędziłem młócąc pierwszy RPG w życiu: Fallouta 3. Ta gra nie miała przede mną żadnych tajemnic, przechodziłem ją na wszystkie możliwe sposoby, a noce nie poświęcone na granie, traciłem na czytanie wiki żeby zobaczyć co jeszcze ominąłem. To była miłość od pierwszego wejrzenia: godziny spędzony na pustkowiach wokół Waszyngtonu zapadły mi bardzo mocno w pamięć.
Minęło kilka lat i pojawił się New Vegas. Odpalam pełen rumieńców, wychodzę z chatki doktora Mitchella i… ląduje w jakiejś wiosce na wygwizdowie. No nic: gram dalej. Idę, idę, idę, jakieś latające ghoule, jakiś dinozur, niby wszystko w porządku. Potem już do środka Vegas za kapsle, gadka szmatka z panem Housem, pogaduchy z Cezarem, bitwa… i koniec? To miał być ten nowy Fallout? Łażenie przez 3/4 gry tylko po to, żeby doświadczyć finałowej bitwy w której nie ma nawet wielkiego robota? Machnąłem ręką i odinstalowałem.
Minęły lata… była jakaś promka z dodatkami, kupiłem. Tym razem już nie biegłem na łeb, na szyję; tym razem powoli odkrywałem świat stworzony przez Obsidian. Tym razem zdałem sobie sprawę, że nie jestem już dzieckiem z Fallouta 3, któremu stary mówi co ma robić – tym razem byłem Kurierem wysłanym w świat i tylko ode mnie zależało co z tym światem zrobię. Dosłownie. New Vegas jest grą tak przebogatą w bohaterów, questy, smaczki i pomysły na rozwiązania fabularne, że po trzech miesiącach grania wciąż odkrywam nowe rzeczy. Wciąż jetem zaskakiwany przez twórców, przez ich przemyślenie świata w którym poruszam się jako gracz, przez ilość rozwiązań, które zostały przede mną postawione i to na mnie spoczywa ciężar wybrania ścieżki – tej właściwej tylko według mnie.
Zaprawdę powiadam wam: grajcie w Fallouta: New Vegas!